Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tagi 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tagi 2013. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 grudnia 2013

Tagi po raz ostatni!

Ale ten czas szybko leci! To już ostatnia edycja tagów. Tym razem tematem była zima, mróz, ale nie mogło być akcentów kojarzących się ze Świętami.

Szczerze mówiąc, chciałam sobie darować ten ostatni raz, bo zarobiona jestem, ale potem pomyślałam sobie, że nie ja jedna, a poza tym dotarłam już tak daleko, że szkoda by było poddać się na ostatniej prostej. Zatem rzutem na taśmę powstał mój mroźny tag. Dosłownie z tego co było pod ręką. Jest bardzo mediowy, nie ma ani grama papieru skrapowego, bo został zrobiony z pudełka, takiego w którym przysyłane są nam papiery. Tektura, z której zrobione było pudełka z jednej strony jest biała, a z drugiej brązowa. Najpierw przycięte kawałki przepuściłam przez Big Shota, żeby się spłaszczyły, te na bazę skleiłam białą stroną na zewnątrz, te do zdobienia zostawiłam na brązowej stronie, ale pomalowałam je niedokładnie białą farbą, potem przez zrobiony przeze mnie śnieżynkowy szablon nałożyłam gesso, które posypałam białym, skrzącym się brokatem, następnie nastemplowałam złotą farbą śnieżynki, które posypałam holograficznym proszkiem do embossingu, brzegi wytuszowałam na złoto, a potem znowu pomalowałam gdzieniegdzie białą farbą. Do tego sznurek, orgnazowa wstążka i kryształki oraz duży sopel lodu! UFFF! Koniec opisu. Mam nadzieję, że tag jest wystarczająco zimowy i mroźny:


Oczywiście zapraszam do zobaczenia wszystkich mroźnych tagów:

środa, 20 listopada 2013

Dwudziesty dzień miesiąca

i znowu tagi! Widzę, że moje blogowe życie biegnie od tagów do tagów, od dwudziestego do dwudziestego... No cóż...

Tym razem wytycznych było pięć: brąz, juta, ćwieki, ptaszor i guzik. I chyba po raz pierwszy nie musiałam poprawiać taga, bo wszystko na nim umieściłam za pierwszym razem.

Właściwie, to tagi powstały trzy, świąteczne i wyglądają tak:




Oczywiście gorąco zapraszam do odwiedzenia blogów moich tagowych koleżanek:


Pozdrawiam wszystkich gorąco!

niedziela, 20 października 2013

Październikowe tagi

I znowu jest dwudziesty. I znowu z opóźnieniem, ale jednak pokazuje taga.

Ciężko było tym razem, bo taki bardzo prosty styl to jednak nie całkiem moje klimaty, nie jestem zatem do końca przekonana, czy spełnia on warunki wyzwania. Nie użyłam tu żadnego papieru skrapowego, tylko wizytówkowy, wierzchnia warstwa została wyembosowana na zimno i na gorąco, napis stemplowany też jest. Tagi jak widać są świątecznymi przywieszkami do prezentów.





Zapraszam do tagowej galerii moich towarzyszek:



piątek, 20 września 2013

Znowu dwudziesty!

I kolejny tag!

Temat dla mnie trudny. Miało być szkolnie, ze zdjęciem dzieci, z elementem nawiązującym do szkoły, np. ołówek, tablica, zeszyt, i ostatni wymóg to styl shabby chic lub vintage. No i niestety te style tak nie do końca mi podpasowały. Lubię je bardzo, ale mam wrażenie, że sama po prostu nie umiem!

Ale! Wyzwanie to wyzwanie! Powstał tag nie wiem czy bardzie shabby czy vintage, ale powstał! Same zobaczcie, czy dałam radę. Zdjęć dużo, bo się nie mogę zdecydować:








Oczywiście zapraszam do zobaczenia całej tagowej galerii:

czwartek, 29 sierpnia 2013

Sierpniowe tagi 2013 oraz spełnione marzenie!

Z nielichym opóźnieniem (karnie poinformowałam o tym Matkę Przełożoną całego przedsięwzięcia), ale publikuję mojego sierpniowego taga. Miał być owocowo/warzywny, w żywych kolorach (nie wiem czy akurat ten warunek udało mi się spełnić) oraz z motywem słoika. Mój tag cały jest słoikiem, a jako że prawie wszystkie moje tagi są funkcjonalne, to ten też. Z tyłu jest bardzo tajny przepis mojej psiapsióły na pijane śliwki, które jada się z herbatnikami. Stąd są też i herbatniki ulepione zdolnymi łapkami rzeczonej psiapsiółki (ogromne dzięki Olu!).






A oto powód mojego opóźnienia:


W życiu nie czułam się lepiej! W końcu po tylu latach marzeń (nie powiem Wam ilu dokładnie!) stanęłam pod bramą Legolandu w Billundzie! Pierwsze klocki Lego dostałam w wieku trzech lat, jeszcze za czasów siermiężnego komunizmu. Zawsze na końcu instrukcji było zdjęcie z tego magicznego miejsca. W tamtych czasach, jak wiadomo, pojechanie poza demoludy graniczyło z cudem, a zobaczenie na żywo Legolandu było marzeniem ściętej głowy. Na szczęście mam dzieci! Po nocnej ośmiogodzinnej jeździe autokarem, razem z moją Córą dotarłyśmy do Billundu! Potem osiem godzin szaleństwa! Nawet nie byłyśmy bardzo głodne. Wrócimy tam na pewno! Acha! No i spełniajcie swoje marzenia koniecznie!!!!